Nie pragnął ani życia, ani śmierci. Nie chciał już niczego - nie było w nim ani miłości, ani nienawiści, ani wiary...
RSS
wtorek, 15 sierpnia 2006
"uszyta ze słów
zapięta na guzik
tęsknota - przywarła ciasno
i teraz sprawdzam
pory dnia
odwracam rano
żeby spojrzeć w twoje oczy otwarte
dzień dobry mówie oczom
pochylony nad snem co odchodzi
końcem palców dotykam powiek
odpędzam sen"
15:52, little_boy
Link Komentarze (6) »
piątek, 11 sierpnia 2006
miałem sen... przytuliłaś mnie... :(
12:05, little_boy
Link Komentarze (5) »
sobota, 05 sierpnia 2006
nie można zabić miłości

"odłamałem gałąź miłości
umarłą pochowałem w ziemi
i spójrz
mój ogród rozkwitł

nie można zabić miłości

jeśli ją w ziemi pogrzebiesz
odrasta
jeśli w powietrze rzucisz
liścieje skrzydłami
jeśli w wodę
skrzelą błyska
jeśli w noc
świeci

więc ją pogrzebać chciałem w moim sercu
ale serce miłości mojej było domem
moje serce otwarło swoje drzwi sercowe
i rozdzwoniło śpiewem swoje sercowe ściany
moje serce tańczyło na wierzchołkach palców

więc pogrzebałem moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt

chwyciłem miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem"

23:05, little_boy
Link Komentarze (4) »
niedziela, 30 lipca 2006
już chyba nie ma nadziei...
zabrakło piór gdy leciałem w dół,

przegrałem marzenia...

23:05, little_boy
Link Komentarze (5) »
wtorek, 18 lipca 2006
jednorazowy prezent od życia - euforia
ogarnełam mnie dziś jakaś dziwna euforia, nie mam najmniejszego pojęcia skąd się wzieła, ale nie narzekam, nie marudze... korzystam póki jest, bo w powietrzu wyczuwam zbliżającą się depresje...
zastanawia mnie tylko jedno - dziś euforia, a jutro...?

21:08, little_boy
Link Komentarze (5) »
życie vs ...
pojechałem wczoraj z ojcem i wujkiem nad jezioro, plaża była pusta - nawet mnie to ucieszylo. po jakimś już czasie kiedy zaczeliśmy zbierać się do domu na tą prawie bezludną plaże przyjechały dwie osoby. z samochodu wysiadł chłopak trzymał w ręku kocyk i poszedł go rozłożyć, w tym samym czasie kiedy go rozkładał z samochodu wysiadła dziewczyna a w reku trzymała pojemnik z truskawkami.. usiedli się i zaczeli rozmawiać... (i teraz pewnie się zastanawiacie co jest nadzwyczajnego w tych dwóch osobach, o tuż nadzwyczajne może być chociaż to, że wyglądali na szczęśliwych i myśle, że byli(są) szczęśliwi i pewnie też zakochani...) i tak patrząc na nich dziwnie sie poczułem, a w mojej główce pojawiło się małe pragnienie: "ja też tak chcę :(", właśnie tak... chcę pojechać z bliską mi osobą nad jezioro, rozożyć dla nas kocyk... swoimi ustami podawać truskawkę do jej ust...
ale przecież nie wszyscy mogą być szcześliwi, nie wszyscy mogą kochać i być kochani, więc może lepiej żeby to moje małe marzenie zostało tylko marzeniem, albo może lepiej poprostu o nim zapomnę, bo życie bywa czasami naprawdę okrutne i potrafi dać nam to czego pragniemy, tylko... że za chwile nam to zabiera...




...ale życie zapomniało, że ma odwiecznego wroga - NADZIEJE

...więc może pewnego dnia moje marzenie się urzeczywistni...
04:14, little_boy
Link Komentarze (6) »
niedziela, 16 lipca 2006
mam już dość tego... wynoś się!!!
zabierzcie GO ode mnie... ja juz GO nie chce... nigdy nie chcialem... nie chce byc juz smutny... NIE CHCE!
01:37, little_boy
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 lipca 2006
Bajka o zasmuconym smutku
Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem,
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej,
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
"Kim jesteś?" Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy,
a blade wargi wyszeptały: "Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"
"Ach! Smutek!", zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
"Znasz mnie?", zapytał smutek niedowierzająco.
"Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
"Tak sądzisz ..., zdziwił się smutek, "to dlaczego nie uciekasz przede mną.
Nie boisz się?" "A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka.
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?" "Ja ... jestem smutny."
odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego. "Smutny jesteś ...",
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. "A co Cię tak bardzo zasmuciło?"
Smutek westchnął głęboko.
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
Ileż razy już o tym marzył. "Ach, ... wiesz ...", zaczął powoli i z namysłem,
"najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi.
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi
i towarzyszyć im przez pewien czas.
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem.
Boją się mnie jak morowej zarazy." I znowu westchnął.
"Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać.
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału.
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać.
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez.
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności."
"Masz rację,", potwierdziła staruszka, "ja też często widuję takich ludzi."
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. "Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi.
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą.
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy.
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany,
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany.
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem.
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia." Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze,
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
"Płacz, płacz smutku.", wyszeptała czule.
"Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił.
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam.
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona." Smutek nagle przestał płakać.
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
"Ale ... ale kim Ty właściwie jesteś?"
"Ja?", zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko,
jak małe dziecko. "JA JESTEM NADZIEJA!"

                                                    Autor anonimowy

bajka zaczerpnięta z http://www.zosia.piasta.pl/
14:11, little_boy
Link Komentarze (6) »
środa, 12 lipca 2006
ostatnia łza...?
"znalazłem pod łóżkiem
starą miłość,
była zakurzona,
miała zmęczoną twarz,
wyłysiała,
ugięła się
pod ciężarem wspomnień.
Tylko uroniła jeszcze
jedną łzę
i . . . u m a r ł a!"
17:26, little_boy
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 lipca 2006
...
"... ze wszystkich rodzajów niszczącej broni, jaką wymyślił człowiek, najstraszniejszą i najpotężniejszą było słowo. Sztylety i włócznie zostawiały ślady krwi, strzały można było dostrzec z daleka. Truciznę dawało się wykryć i jej uniknąć.
Ale słowo miało moc niszczenia bez śladu"

    Paulo Coelho "Piąta Góra"
20:01, little_boy
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5